Chrystus zmartwychwstał!

W Niedzielę Zmartwychwstania zostały połamane zasady rządzące światem. Śmierć została zmiażdżona. Nieprzekraczalna bariera została pokonana.

Życie ludzkie zaczyna się poczęciem i zmierza wprost do śmierci. Od śmierci, w naturalny sposób chcemy uciekać. Pan Jezus jakby odwrócił ten przeklęty bieg ludzkiego istnienia. Śpieszył wręcz do Jerozolimy – miejsca swojej śmierci, skoczył w jej otchłań i połamał jej tryby.

Zmartwychwstanie jest wkroczeniem w przestrzeń życia Bożego. Ciało człowieka, zostało odkupione, w Chrystusie dotknęło boskości, w której życie jest w całej pełni. Doświadczamy tego faktu przede wszystkim na sposób liturgiczny. W świętych znakach uobecnia się to samo wydarzenie. Ofiara mszy św. jest przestrzenią wejścia w śmierć Chrystusa, żeby w tej śmierci, dotknąć samego bóstwa. Czym więc miałoby być świętowanie zmartwychwstania bez udziału w liturgii? Byłoby zaledwie sentymentalizmem, wspominaniem…

Każde rzeczywiste przeżycie liturgii, na sposób fizyczny, jest nie do zastąpienia czymś innym… Brak fizycznego udziału jest dla wielu dzisiaj smutną koniecznością, a nie prostą alternatywą.

Pewnie niewielu z nas uświadamiało sobie do tej pory atmosferę ciszy owego niezwykłego poranka, w którym uczniowie doświadczyli faktu zmartwychwstania swojego Pana. A nie była to bynajmniej cisza wielkiego pokoju, ale cisza trwogi. Cisza pustki w obliczu tego, co przed trzema dniami dokonało się w Jerozolimie. Towarzyszył jej gorzki smak pogodzenia się z porażką. Może uczniowie byli przekonani, że stracili ostatnie trzy lata życia. Przecież zawierzyli Jezusowi, zostawili dla Niego wszystko spodziewając się stukrotnej nagrody. I naraz, w Wielki Piątek, spotkali się z definitywną porażką. W tym poranku jest więc strach przed przyszłością.

A jak my patrzymy? Nie jednemu zmartwychwstanie kojarzy się być może z rozpościerającą się zbyt naiwnie pozytywną perspektywą. Jeśli bowiem Zmartwychwstanie jest faktem, „to w chrześcijaństwie żaden optymizm nie jest przesadzony”. Uczniowie jednak, w poranek zmartwychwstania, a nawet po spotkaniu Zmartwychwstałego, mimo wszystko dalecy byli od takiego stwierdzenia. Ich świat był zdominowany przez lęk.

Zmartwychwstanie, nie tylko w tamtych dniach, ale i w obecnej sytuacji jest twardą szkołą realnej wiary. Bo łatwo jest wierzyć, że Bóg panuje, jeśli wszystko jest tak, jak być powinno, jeśli czujemy grunt pod nogami. Uczniowie, w Niedzielę Zmartwychwstania, uczyli się całkiem innej wiary. Nie wiary, która jest jakąś nakładką na spokojne życie. Nie prostej zgodności wiary i rozumu. Oni uczyli się wiary, która staje w poprzek zwyczajnego myślenia. Która zmaga się z rozumem i walczy, by rozum wiary nie zdominował. Do tej pory ich rozumnemu życiu wtórowała wiara, okalała rozum i potwierdzała jego zasady. Teraz zaczęła rodzić się wiara, która domaga się podporządkowania rozumu.

Różnica jest i bardzo subtelna, i bardzo radykalna. Czym innym bowiem jest żyć zdroworozsądkowo i ten rdzeń zdrowego rozsądku przyprawiać szczyptą wiary, a może nawet nie szczyptą, ale całym jej ogromem, wszystko jednak w taki sposób, że to wiara rozumowi się podporządkowuje. W dzisiejszy poranek uczniowie stają w obliczu wiary, która dominuje. Pusty grób – On naprawdę zmartwychwstał! Jego zmartwychwstanie nie znosi lęku i trwogi rozsądku. Teraz wiara zaczyna szukać zrozumienia i egzystencji, a nie odwrotnie, że rozum i egzystencja szukają wiary.

Warto więc przy okazji naszego świętowania zastanowić się: czy wiara jest dodatkiem, nawet koniecznym do naszego rozumnego życia, czy raczej jest rdzeniem, wokół którego krąży nasze rozumne życie?

Daleki jestem od postawy fideizmu, ale stawiam to jako swoistą prowokację, wobec nadymanego racjonalizmu i naturalizmu, który obecnie chyba aż nazbyt wielu zdominował i wszedł do wnętrza najżywotniejszej części Kościoła i zagarniając dla siebie to, co najświętsze i bezcenne, a co wymyka się, w sposób oczywisty racjonalizmowi i naturalizmowi!

Istotą tego największego cudu, którego doświadczyli uczniowie jest zderzenie życia w lęku, życia w krainie śmierci z faktem zmartwychwstania. To starcie staje się dzisiaj wyjątkowo jaskrawe i stawia nas wobec realnego, a nie tylko hipotetycznego czy sentymentalnego pytania o wiarę. Tutaj nie ma miejsca na udawanie, flirt rozumu z niepojętością Boga. Tutaj – w obecnej atmosferze strachu – wiara nabiera odpowiedniego ciężaru. Jej smak, przestaje być czymś podobnym do infantylnej słodyczy optymizmu. Pytanie o wiarę nabiera ostrości! bez wzniosłych i tanich formułek, bez pobożnych westchnień! Bo bynajmniej nie chodzi już o dobre samopoczucie i miły nastrój. Wiara, w takim znaczeniu zaczyna więc być prawdziwym zmaganiem – tak jak w Ewangelii. Przestaje być tanią receptą i sloganem. Przestaje być znieczuleniem, które działa na chwilę i daje odrealnione poczucie bezpieczeństwa. W Ewangelii uczniowie rozpoznają Zmartwychwstałego Pana, lecz dalej wewnętrznie walczą i zmagają się. Bo wiara nie daje natychmiastowych odpowiedzi. Nie działa automatycznie. Wiara wprowadza w nową perspektywę – perspektywę życia Bożego, ale jest wewnętrznym kosztem, drogocenną perłą, która rodzi się z bólu i łez. Lecz na tym właśnie polega jej moc. Bo w tę cenę ludzką, Bóg wlewa łaskę.

Dla chrześcijan pierwszych wieków artykuły wiary były tak istotne, że godzili się oni dla ich obrony na prześladowania i często pewną śmierć. Dla nas, żeby zasmakować rzeczywistości wiary, muszą wydarzyć się specjalne okoliczności. Ale być może właśnie w tym tkwi sens. Pierwsi chrześcijanie wiedzieli co to znaczy zmartwychwstanie, co to znaczy, że Jezus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, bo żyli w świecie, w którym naprawdę byli narażeni na utratę wszystkiego, czego bronił ich rozum i naturalne pragnienie życia. Być może właśnie dzisiaj, w tym trudnym czasie, przeżywanie wiary staje się naszym przywilejem. Być może dzisiaj, u nie jednego dopiero pierwszy raz, wiara dotychczas nieświadomie sprowadzana do pięknych wezwań i ideałów, nagle na naszych oczach gęstnieje, krystalizuje się tak, że możemy jej dotknąć.

Obecna sytuacja nie została nam dana po to, żebyśmy nauczyli się jakichś innych, zastępczych praktyk, a w dodatku naiwnie rozumianych i uznanych trwale, jako wystarczające.

Obecny czas nie został nam dany, żebyśmy mogli nauczyć się przeżywać wiarę bez fizycznego zaangażowania, w innej, duchowej formie. To byłaby jakaś porażka. Obecny czas został raczej dany, abyśmy święte znaki Tajemnicy, świętą liturgię, zaczęli teraz i w przyszłości przeżywać realnie. Jezus jest Prawdą, która stała się udziałem TEGO świata i NASZEGO życia. On nie jest alternatywą, ani wirtualną projekcją naszych marzeń. On jest faktem. Jezus żyje! On Jest!

(kazanie na bazie artykułu “Jak w krainie śmierci przeżyć zmartwychwstanie”)

0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *