Świętowanie setnej rocznicy odzyskania Niepodległości wiążemy dziś z wielkim dziękczynieniem Panu Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu, za ten wielki dar, jakim możemy się cieszyć dziś, wspominając tamte pamiętne dni, kiedy po wielu latach niewoli, gdy Polski nie było już na mapach Europy, powstaliśmy jako naród.
Dziękujemy Matce Najświętszej, Królowej Polski, że wysłuchała licznych wołań, wielu pokoleń, modlitwy, różańców i westchnień i pomogła nam podnieść się z barłogu upokorzeń i poniżenia w jakim byliśmy, jako Naród Polski. Nie wolno zapomnieć to, co wydarzyło się przez fakt objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. To nie jest tak, że Matka Boża siedzi sobie w niebie i myśli: „Gdzie by tu się pokazać? Może w najbliższy wtorek, lub sobotę?” Zakręciła globusem. Padło na Gietrzwałd. „O! Jakaś wiocha na Warmii. Trudno. Ok. Tam się pokażę”…
Kiedy dziś analizujemy konteksty historyczne, to okazuje się, że kompletnie nie docenialiśmy i nie pojęliśmy ani wybranej przez Bożą Opatrzność chwili, ani wagi tych objawień, ani tego, co zaczęło się dziać jako ich skutek. (polecam to przeanalizować i przekonać się, bo kompletnie niemal jest to sprawą pominiętą w rozważaniach nad tematem odzyskania niepodległości). Objawienia te nastąpiły w czasie, kiedy Europa znalazła się już wtedy na skraju I Wojny Światowej. Cięciwy konfliktu były już maksymalnie napięte! A gdyby tak się stało, gdyby wybuchłaby wtedy wojna, to bardzo wątpliwe, czy dziś moglibyśmy świętować i mienić się wolnym krajem. Nie wiadomo, jak potoczyłyby się losy świata. Kiedy w tym kontekście odczytamy jeszcze Fatimę, niewiele lat później, to staje się aż nadto jasne, że te wielkie konflikty zbrojne nie powstają tylko dlatego, że nastąpił jakiś zgrzyt w polityce, ale dlatego, że ludzie od Boga się odwrócili i wyrzucili go ze swego życia. W Fatimie z wielką mocą wybrzmiało wołanie: „pokuty, pokuty, pokuty!!!”
Dziękujemy więc Matce Bożej i chyba dopiero w wieczności w pełni zobaczymy to wszystko, co jej zawdzięczamy jako Naród i ile razy nas uchroniła od nieszczęść znacznie gorszych niż te, które znamy…
Dziękujemy Wstawiennictwu naszych wielkich Patronów, świętych i błogosławionych, którzy wraz nami błagali Boga, „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie!” a dziś „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”.
Do naszego dziękczynnego wołania dołączają inni, współcześni wielcy tego świata, na czele z Papieżem Franciszkiem, który wystosował specjalne orędzie do Polaków na tę okoliczność.
Cieszymy się, że w wielu miejscach na naszym globie dołączają do nas, świętujących, ludzie innych nacji i kultur oświetlając budynki na biało czerwono, ozdabiając mosty i budynki biało-czerwonymi flagami, czy też jeszcze w inny sposób zaznaczają tę solidarność z Polakami.
Najmilsi! To wszystko jest jak najbardziej słuszne – nasze świętowanie, radowanie się i dziękczynienie Panu Bogu, za wolną i niepodległą Ojczyznę. Ale sądzę, że dla nas, jako wierzących, to byłoby zbyt mało, aby dziś tylko wywiesić biało-czerwoną flagę, może wziąć udział w jakimś marszu czy manifestacji, czy może na fejsbuku ozdobić profil jakimś symbolem polskości. Nawet to, że jesteśmy dziś w kościele na mszy św. to jeszcze nie wszystko. Potrzeba refleksji, która jakby wykracza poza samo świętowanie, która dotyka tego, co jest wewnętrzną stroną dzisiejszego dnia. Potrzeba czegoś, co pozostanie w nas dłużej niż sama dzisiejsza feta. Płytki byłby to patriotyzm, gdybyśmy tylko na tym co zewnętrze pozostali…
Przed tygodniem słyszeliśmy list polskich biskupów, którzy dotknęli w nim ważnych spraw związanych ze Świętem Niepodległości. Ucieszył mnie ten list lecz tylko po części. Zabrakło mi w nim tego, o czym mówił wielki ks. Piotr Skarga, dziś kandydat na ołtarze! Niczego więc nowego tutaj nie wymyślam! Zabrakło wyraźnie wyrażonej tej intencji, w której koniecznie trzeba Pana Boga przepraszać, ukorzyć się i błagać o miłosierdzie, o przebaczenie za wszystkie grzechy, jakich dopuściliśmy się jako naród, jako Polacy, w minionej historii. Bez pokuty nie będzie Bożego zmiłowania i miłosierdzia! Niepokoi to, że zbyt łatwo o tym zapominamy!
Te grzechy i zaniedbania to: pycha, lenistwo, prywata i egoizm, brak zgody, wewnętrzne kłótnie i zdrada ojczyzny! To one sprowadziły na nas niewolę. Zapłaciliśmy za te grzechy straszną cenę. To już wiemy z historii. Tyle tylko, że te grzechy, wady i zdrady wciąż powracają i znów czynią słabym nasz naród! Wciąż drążą jego duszę. Do tego dziś dochodzą nowe, w postaci ateizmu pod różną postacią, negowania nauki Bożej i wielkiej letniości religijnej tych, którzy tylko nominalnie pozostają chrześcijanami. Grzechy przeciwko życiu, naturze i rodzinie. Liczne zgorszenia na każdym poziomie życia.
Kochani! Chociaż zewnętrznie nie jesteśmy w więzach nieprzyjaciół, to wewnętrznie, duchowo, wielu z nas pozostaje w jakichś pętach i to czasem znacznie gorszych niż żelazne kajdany. Bo nawet w kajdanach można pozostać wewnętrznie wolnym i zbawić swoją duszę, ale nie odwrotnie.
Sławimy dziś wielkie nazwiska Polskich bohaterów i mężów, ale brakuje pośród nich wielkich polskich świętych! Brakuje tych bohaterów, którzy tak wiele uczynili, że nie umarł duch naszego narodu! Wciąż tkwimy w bolszewicko-kołłątajowskim odniesieniu do historii bez tego arcyważnego podłoża, jakim była i jest nasza święta wiara!
Z gorzkością wypowiadam te słowa, lecz jeśli się nie odwrócimy od tych grzechów, jeśli nie zaczniemy naprawy od siebie wewnątrz, jeśli dziś nie zwrócimy się ku Bogu, to czeka nas powtórka z historii. To właśnie w Oświęcimiu, w tym strasznym miejscu kaźni i męczeństwa jest taki napis (nie pamiętam czyjego autorstwa są te słowa) „Naród, który nie pamięta własnej historii, skazany jest na jej powtórzenie”.
Niestety! W tę naszą historię wpisane są nie tylko wspaniałe czyny i bohaterstwo, duma i chwała wielkich Polaków, ale też bardzo ciemne karty naszych narodowych wad i win, naszych zdrad, niewiary i tych, którzy doprowadzili do upadku. Nie daj Bóg, abyśmy mieli przeżywać powtórkę tego, co naznaczyło się tak niewysłowionym cierpieniem tylu pokoleń przed nami…
Wiele dobrych i bardzo dobrych procesów wewnętrznej przemiany, budzenia sumień, już trwa. Wielu ludzi młodych, patrząc w naszą historię zaczyna rozumieć więcej. Ciągle jednak to są jakieś wyjątki, a to wciąż zbyt mało, wobec tego, co już się stało. To jest o wiele niewystarczające wobec tak wielu „strat”, które dotknęły młodych. Do ruiny duchowej łatwo jest doprowadzić, ale odbudować i wskrzesić ducha narodu jest nieporównanie trudniej.
Rozglądnijmy się! Tak jak tutaj jesteśmy w kościele! Poza wyjątkami brakuje nam całego pokolenia młodych Polaków, w określonym przedziale wiekowym!
Nawet w dobie upokarzającego komunizmu, kiedy czuliśmy zewnętrzny pręgierz prześladowań i wielorakich utrudnień, o wiele większą frekwencją cieszyły się lekcje religii, katechezy dla dzieci i młodzieży, niż to ma miejsce teraz, kiedy postawiono tę sprawę na wolność wyboru. Statystyki tegoroczne są smutne, a z roku na rok jest gorzej. Powiem to z przesadą, aby lepiej uchwycić to, z czego jesteśmy ograbiani: postawmy jeszcze na wolność wyboru historii i nauki języka. Będziemy mieli już nie tylko duchowych analfabetów! Staniemy się idealną siłą roboczą ateistycznego Eurolandu!
Jeśli się nic nie zmieni, jeśli my tego nie zmienimy! to Polska, już za kilka lat, pod względem poziomu wiary będzie przypominać to, co mamy za naszą zachodnią granicą. Tam, jeśli jeszcze kościoły są czasem zapełnione nielicznymi wiernymi, to tylko dlatego, że przychodzi się modlić polska emigracja z mniejszością miejscowych… Konsekwencją wyrzucenia Boga prawdziwego jest to, że zaczyna przybywać wyznawców boga fałszywego spod znaku gwiazdy i księżyca. Zachód staje się na naszych oczach muzułmańskim kalifatem!
Gdybyśmy na to patrzyli w kategoriach doczesnych, to pół biedy! Ale rzecz rozgrywa się nie tylko o naszą doczesność, ale o całą wieczność. Odpowiadamy za to wszystko już teraz. Na pewno odpowiemy za to ciężko przed Bogiem my, księża, wraz całą hierarchią. Ale na bardzo podobnym poziomie odpowiedzą za to rodzice i wychowawcy naszych dzieci, że zbagatelizowaliśmy sobie tę jakże ważną sprawę w kształtowaniu młodych dusz i w przekazaniu im wiary świętej. Doszło do tego, że w wielu domach staje się fanatycznym dziwactwem, aby w każdą niedzielę pójść do kościoła. W katolickich kiedyś domach wyśmiewa się z religijności i pobożności. Po Pierwszej Komunii znikają dzieci i ich rodzice i są wielkimi nieobecnymi. Wiara, dla wielu staje się folklorem bożonarodzeniowym lub wielkanocnym… I nie pomogą jednorazowe akcje ewangelizacyjne na stadionach czy halach sportowych, jeśli zabraknie chrześcijańskiego przykładu życia w domach rodzinnych. Jeśli zabraknie zainteresowania rodziców, co do uczestnictwa w katechezie ich dzieci. „Bez Boga, ani do proga!” Powiedzenie naszych przodków zyskuje aktualne i nowe znaczenie.
To są tylko wybrane powody, dla których nasze dzisiejsze świętowanie nie może być tylko plemiennym cieszeniem się z jakiegoś historycznego faktu, a takim byłoby, gdybyśmy pominęli odniesienie do Boga i naszych chrześcijańskich korzeni. Wiemy też bardzo dobrze, że tę rzeczywistą niepodległość, na przestrzeni ostatnich stu, lat mieliśmy tylko kilka dekad.

Zmierzam już do końca, ale jeszcze, zanim powiem „amen”, taka refleksja: zwróćmy uwagę, kiedy – na przestrzeni ostatnich miesięcy – Polskę najmocniej atakowano? Czy w trakcie słynnej batalii o Trybunał Konstytucyjny? Nie! Wtedy atakowało nas tylko kilku wpływowych eurokratów. Światowej opinii publicznej spór ten wcale nie ekscytował. A więc kiedy? Otóż w czterech przypadkach:
1. gdy jesienią 2016 roku polscy katolicy zażądali zmiany prawa dotyczącego aborcji – aby w Polsce zaczęto przestrzegać piątego przykazania;
2. gdy wyszliśmy na ulice z Różańcem do Granic w roku 2017;
3. gdy w tym samym roku dziesiątki tysięcy młodych Polaków zdecydowało się manifestować – w Święto Niepodległości – pod hasłem „My chcemy Boga”;
4. i wreszcie na początku roku 2018, w czasie afery polsko‑żydowskiej, podczas której część polskich polityków – zapewne nie zdając sobie z tego sprawy – wcieliła się w rolę obrońców Prawdy (jako pojęcie dziś negowanej i atakowanej, a jednak będącej przecież jednym z imion, którymi przedstawiał się sam Zbawiciel).
Polecam, aby prywatnie przeanalizować sobie te fakty
Czy to, że wściekłe ataki spadają na Polskę właśnie wtedy, gdy staramy się pełnić wolę Bożą, nie potwierdza tezy, według której niepodległość naszego państwa może stać się wielką nadzieją Kościoła, a jednocześnie pozostaje niewybaczalną solą w oku tych, którzy pragną unicestwienia Chrystusowej Owczarni?
Kochani! Nasza święta wiara, nasza cześć i miłość do Matki Bożej, jak i to, że wciąż jest tak wielu, którzy modlą się na różańcu, jest ciężką solą w oku tych, którzy już poddali się panowaniu księcia tego świata i podejmują ogromne wysyłki, łożą ciężkie pieniądze, aby tę wiarę u nas zniszczyć, wyszydzić na wszelkie możliwe sposoby. Polak katolik – co niemal stało się synonimem w świecie, jest obiektem wielkiej nienawiści.
Opatrzność zechciała, by na początku XXI wieku to właśnie Polska wyróżniała się na mapie katolicyzmu. Matka Boża nakazała zaś, by to Polskę nazywać Jej królestwem. Krew męczenników – będąca wszak zasiewem chrześcijaństwa – lała się w ostatnim stuleciu na naszych ziemiach tak często i obficie, jak nigdzie indziej. A Pan Jezus najdłużej pośród wszystkich objawień prywatnych pojawiał się właśnie w Polsce – rozmawiając ze świętą polską zakonnicą, siostrą Faustyną Kowalską. Właśnie jej przekazał Syn Boży orędzie Bożego Miłosierdzia, znane dziś pod każdą szerokością geograficzną. I to właśnie jej wyznał: Polskę szczególnie umiłowałem. Dodając wszak jednocześnie: Jeżeli posłuszna pozostanie Mojej woli, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje.
Losy tej obietnicy wciąż spoczywają w naszych rękach. Polska to my – polscy katolicy. W sto lat po odzyskaniu niepodległości przez naszych dziadów, czas uświadomić sobie odpowiedzialność naszych pokoleń. Jeśli pozostaniemy wierni woli Chrystusa, nasza Ojczyzna ma szansę na potęgę i świętość. To byłaby prawdziwie błogosławiona niepodległość.
Ale co, jeśli nie pozostaniemy wierni? Czy zastanawialiśmy się kiedyś, co może nas jeszcze spotkać? Czas najwyższy wziąć na serio to Chrystusowe wezwanie.
Dzisiaj, kiedy składamy Bogu dzięki, zechciejmy zauważyć również to, za co powinniśmy Boga przepraszać i z całą gorącością prosić, dla nas i całej naszej Ojczyzny, wszystkich Polaków. Lecz równolegle z tym, musimy działać, wzajemnie się uświadamiać, „zmieniać oblicze tej ziemi” – o co wołał na Placu Zwycięstwa Jan Paweł II – tej ziemi po tylekroć przesiąkniętej krwią bohaterów i świętych męczenników, aby nie była to krew daremna.
Niepodległość jest również dziś, dla każdego z nas wielkim zadaniem! I niech nam Bóg dopomoże, abyśmy je dobrze spełnili.

0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *