Prorok Jeremiasz pochodził z Anatot, małej miejscowości oddalonej kilka kilometrów od stolicy państwa. Z natury nieśmiały Jeremiasz wiódł życie spokojne, unikał konfliktów i sporów, pomimo iż kraj jego przeżywał trudne chwile. Ta domowa sielanka trwała aż do chwili, w której Bóg wezwał go do trudnej i niebezpiecznej misji.
Armia króla Babilonu panowała niemal nad całym terytorium Izraela, a upadek stolicy kraju Jerozolimy wydawał się być nieunikniony. Król izraelski i wojskowi dowódcy stracili kontrolę nad wydarzeniami. Nie wiedząc, co należy uczynić, wydawali sprzeczne ze sobą rozkazy. Religijni przywódcy narodu, nie dostrzegając grozy sytuacji, że wszystko chyliło się ku upadkowi, chwalili i błogosławili decyzje rządzących, a ludziom powtarzali: „Wszystko jest w porządku, żadne zło nie przydarzy się…”.
W takiej oto dramatycznej sytuacji rozlega się głos proroka Jeremiasza, który w Jerozolimie mówi bez ogródek, że przywódcy kraju zachowują się w tej trudnej politycznie sytuacji jak ostatni głupcy, a ich pobożność, religijność jest fałszywa, stanowi namiastkę prawdziwej pobożności. Do ówczesnych autorytetów rządowych, politycznych, religijnych mówi wprost, że oszukują społeczność narodu i jednocześnie głośno mówi swoim ziomkom, że idą wprost ku narodowemu rozproszeniu. Mówi: „Widzę zbliżający się terror, zagładę z każdej strony”. Liderzy narodu, poczuli się zaatakowani słowem Jeremiasza, lecz nie wymyślili nic lepszego nad rzecz znaną od dawna: najprościej ludzi niewygodnych, uciszyć, wyeliminować.
Czytanie dzisiejsze jest krótkim fragmentem reakcji proroka, kiedy boleśnie odczuł na sobie prześladowanie ze strony rodaków. A szczególnie bolesny to widok, kiedy pośród przeciwników i wrogów można dojrzeć wczorajszych przyjaciół. Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku (por. Jr 20, 10).
Jeremiasz czuje się zagubiony, to zrozumiałe. Jeremiasz jest jak każdy człowiek, któremu na skutek niepowodzeń, prześladowań, opuszczenia i zdrady – świat „wywraca się do góry nogami”, wtedy, gdy już nic z logiki życia i przyjaźni nie można zrozumieć. W jakimś momencie w sercu wzbiera i wylewa rzeka rozczarowania, zwątpienia. Oddzielony od rodziny, przyjaciół, odrzucony przez wspólnotę, internowany przez państwo – a wszystko dlatego, że mówił rzeczy niepoprawne politycznie, a wszystko dlatego, że pozostał wierny powołaniu.
Jeremiasz jest prorokiem, w którego życie wpisana jest doczesna porażka. W którymś momencie swoją desperację przelewa aż na Boga. Niejako protestuje przeciwko swojej sytuacji, bo to przecież Bóg go posłał, aby głosił aż tak niepopularne, wręcz prowokacyjne przesłanie, więc to z winy Boga jest mu tak źle.
Ale cierpienie, tak jak pochmurne dni, nie może trwać wiecznie. On mądrością serca i wiary jest przekonany, że pomimo trudności, prześladowania, nie jest sam, Bóg jest po jego stronie. Dlatego wypowiada słowa pełne nadziei i ufności pokładanej w Bogu. Ponieważ jest pewny, że nadejdzie taki dzień, kiedy zatriumfuje człowiek sprawiedliwy, bo Bóg wkroczy ze swą mocą: Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą (por. Jr 20, 11). Bóg zawsze zwycięża, a Ci, którzy po ludzku polegli w Jego sprawie ostatecznie w Bogu osiągają pełnię swojej chwały. To jest ta najważniejsza i najbardziej optymistyczna perspektywa już nie tylko w życiu proroków, ale również w chrześcijaństwie. Taką perspektywę mieli również pierwsi chrześcijanie, dlatego z modlitwą na ustach szli na męczeńską śmierć.
Podnieść głos w proteście przeciwko niesprawiedliwości i ukazać, jak źle mają się rzeczy – to bardzo trudne wyzwanie, często niebezpieczne. Upomnieć się o Boże sprawy, to dodatkowo skomplikowane, tak w starożytności, jak i dziś! Każda epoka i każdy czas ma swoich Jeremiaszów, których odrzucają zarówno sprawujący władzę świecką jak i ci, którzy rządzą duszami. Każdy czas, więc i obecny czas ma również swoich fałszywych proroków, którzy z każdym umieją się dogadać i poukładać, a po wszystkim jeszcze wmawiać, jak to dobrze się mają wszystkie sprawy.
Na współczesnych areopagach wciąż ważą się sprawy Boże pośród spraw tego świata. Tego się nie da sztucznie rozdzielić, tak jak nie da się wyłączyć sumienia. Potrzebujemy światłych mężów wiary na miarę Jeremiasza, aby umieli i mieli odwagę upominać się o sprawy Boże w porę i nie w porę, jak to powiedział Apostoł narodów, św. Paweł, który kiedyś sam poniósł porażkę właśnie na areopagu.
Pan Jezus do każdego z nas kieruje swoje słowo: Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. (Mt 10, 32).
Ile we mnie jest z Jeremiasza? Czego się najbardziej lękam w życiu? Od tej odpowiedzi zależy, czy będziemy umieli rozpoznać tych, którzy jak Jeremiasz maja odwagę iść pod prąd.

0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *