My księża, bardzo lubimy, gdy na mszach świętych, na różnych uroczystościach, gromadzą się tłumy wiernych. Nie raz autentycznie cieszymy się z tego, że ludzie są, tworzą wspólnotę, modlą się. Proboszczowie pewnie mogą mieć jeszcze inny, bardziej przyziemny, powód do zadowolenia z powodu składki… Można by te wszystkie odczucia zadowolenia, pobożne i mniej pobożne opisywać i uzasadniać we wszelaki sposób. Jest to jakimś świadectwem spełnionej misji i powołania. Jednak w obecności tłumów minus jest taki, że w tłumie ginie pojedynczy człowiek. Łatwo przegapić kogo brakuje. Na małych wiejskich parafiach, to nie raz od razu widać. Ale w miejskich, dużych parafiach często za krótko bywamy, aby nawet poznać wszystkich. Człowiek ma ograniczone zdolności percepcji, a nawet najbardziej zdolny i bystry nie jest w stanie ogarnąć kilkuset na raz, nie mówiąc o tysiącach. To oczywiste.
Pan Bóg widzi jednak inaczej. On widzi każdego z osobna. Jeśli jednego człowieka brakuje, On to wie. Słowa dzisiejszej ewangelii dobitnie świadczą o tym, że Pan Bóg każdego z nas traktuje indywidualnie. Tak jak całe niebo raduje się z odnalezienia jednej owieczki, jednego grzesznika, który się nawraca, tak na zasadzie odwrotności można by rzec, że całe niebo płacze, kiedy ginie tylko jedna owieczka, jeden człowiek. Zobaczmy, zupełnie inna skala radości i smutku.
Jakże Panu Bogu zależy na każdej duszy, na każdym grzeszniku. To jest bardzo trudna nauka, aby sobie przyswoić taką Bożą optykę. Ale teraz dygresja, weźmy to grubiej. Jakaż to musi być tragedia, kiedy jedno całe stado ginie, bo pasterz schodzi z Bożych dróg? Czy jest to w ogóle możliwe, żeby całe stado wraz z pasterzem poszło sobie gdzieś i się zgubili? Owszem. Schizmy w Kościele są tego dowodem.
Ale nie tym mamy zajmować nasze umysły i serca dzisiaj. Bo dzisiaj to mowa o każdym z nas. Dziś mowa o tym, że każdy z nas może mieć udział w radości Boga i całego nieba pozostając w owczarni i stale się nawracając, aby ze swoich oczu nie stracić Chrystusa i słuchać Jego głosu. To również zachęta, aby nie oglądając się na tłumy, czy one są czy ich nie ma, starać się, aby ktoś, kto jeszcze jest poza owczarnią się odnalazł lub pozwolił odnaleźć się Chrystusowi.
Nawrócenia dokonują się w ciszy konfesjonałów a często u ich podstaw leży świadectwo naszego życia i modlitwy za grzeszników. Wieczność nam pokaże tych wszystkich, którzy dzięki nam odnaleźli w swoim życiu wiarę i Boga. Wieczność nam pokaże cały sens naszych różańców i wszystkich starań. A jeśli spotykamy kogoś, kto się nawrócił i w konfesjonale w Bożym miłosierdziu już złożył swoje, choćby najbardziej grzeszne życie, to niech nam nigdy nawet przez myśl nie przejdzie, aby mówić o jego grzesznej przeszłości i wchodzić w kompetencje Boga, który i nas będzie sądził z każdego uczynku, myśli i słowa. Pomnijmy na słowa z dzisiejszej lekcji, która raz jeszcze przeczytam:

Najmilsi: Uniżajcie się pod możną ręką Bożą, aby Was wywyższył w czasie nawiedzenia, składając nań wszelką troskę waszą, bo On ma pieczę o was. Bądźcie wstrzemięźliwi i czuwajcie, bo wróg wasz, szatan, krąży jako lew ryczący, szukając, kogo by pożarł. Opierajcie mu się umocnieni w wierze, wiedząc, że to samo utrapienie spotyka braci waszych na świecie. A Bóg wszelkiej łaski, który wezwał nas do wiecznej chwały swojej w Chrystusie Jezusie, po niewielkim utrapieniu udoskonali, utwierdzi i ugruntuje nas. Jemu chwała i panowanie na wieki wieków. Amen.

0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *