Często z głębokim zamyśleniem stajemy w tych listopadowych dniach na cmentarzach. Być może częściej, niż w inne dni roku, rozmyślamy o tajemnicy życia i śmierci.
Wczoraj świętowaliśmy razem ze wszystkimi, którzy osiągnęli niebo, tzn. osiągnęli świętość. Dziś, w tej zadumie o tajemnicy świętych obcowania wsłuchujemy się w głos Kościoła mówiącego, iż „tajemnica ludzkiego losu ujawnia się najbardziej w obliczu śmierci” (KDK, 18). Skupiamy więc tym bardziej naszą uwagę na tych, którzy po śmierci w tajemnicy czyśćca przybliżają się do upragnionego stanu świętości i chcemy ich wspomóc, aby jak najszybciej niebo stało się ich udziałem.
Wielu ludzi, mimo lat katechezy i łatwej dostępności nieskomplikowanych opracowań teologicznych, nie rozumie tych prawd wiary. Czym jest czyściec? Po co te wypominki, modlitwy za zmarłych? Czy to nie maszynka do zbijania kasy w kościele? Po co te msze? Czy to nie jest tak, że idziemy od razu do nieba? Dla kogo to piekło? Czy to wszystko, aby nie bajki do straszenia ludzi i napędzania ich do kościoła? Czyż Pan Bóg nie jest miłosierny? ITD…
W wielu miejscach, na kartach Pisma Świętego i tym, co wielokrotnie przypomina Kościół odnajdujemy naukę o tzw. ostatecznych rzeczach czekających każdego człowieka. Katechizm wymienia je zwięźle: śmierć, sąd Boży, piekło albo niebo.
Co do tego, że wszyscy kiedyś umrzemy, nikogo nie trzeba przekonywać. Śmierć jest powszechnym faktem wpisanym w naszą doczesność. Po śmierci jednak czeka nas sąd Boży. Jest to sąd szczegółowy, na którym zdamy przed Bogiem sprawę z każdego uczynku, z każdego słowa, z każdej myśli, z każdego niespełnionego złego zamiaru i z każdego zaniedbania dobra!
Jeśli w tym życiu skorzystaliśmy z sakramentu Bożego miłosierdzia i wyznawaliśmy szczerze nasze grzechy, Bóg w swoim miłosierdziu nam je odpuścił, jednak jako sprawiedliwy sędzia zapyta, czy doskonale naprawiliśmy każdy popełniony grzech, czy każde zło zadośćuczyniliśmy i odpokutowaliśmy. Czy kierowaliśmy się miłosierdziem wobec tych, którzy nam zawinili. Jeśli nie, to w Swej boskiej sprawiedliwości, która dopełnia się w miłosierdziu, da nam na to szansę w miejscu, które określamy mianem czyśćca. Niestety, ale tam, w czyśćcu, już żadnych zasług zdobyć nie można. Można jedynie pokutować – odcierpieć każdy nienaprawiony i nieodpokutowany w doczesności grzech. Brzmi to wszystko może dość prosto i zgrabnie. Jednak Czyściec nie jest miejscem miłym. Nie jest sympatyczną poczekalnią w przedsionkach nieba. Zaświadczają o tym same dusze, które w czyśćcu pokutują. Skąd to wiemy? Bóg w niewielu przypadkach zezwolił, aby wybrani ludzie doznali łaski obcowania – kontaktu z duszami w czyśćcu. Dowiadujemy się z tych relacji, że różnica cierpień między piekłem a Czyśćcem jest taka, że dusze w czyśćcu wiedzą, że kiedyś ich męka się skończy i ujrzą Boga, wejdą do nieba. W odróżnieniu, w piekle, gdzie znajdują się dusze potępione, nie ma tej nadziei. Potępieni wiedzą, że już nigdy Boga oglądać nie będą i ich męka nigdy się nie skończy. To jest najtragiczniejsza w swojej treści prawda wiary. Niestety, wbrew wielu optymistom, którzy wypowiadają się na tematy związane z odkupieniem człowieka, piekło nie jest puste, o czym zaświadczają święci (dzieci z Fatimy, św. Faustyna Kowalska i wielu innych – nie pomijając najważniejszego argumentu, jakim jest Pismo święte, gdzie sam Pan Jezus mówi o tych, co pójdą na mękę wieczną w odróżnieniu od sprawiedliwych i miłosiernych, dla których jest miejsce przygotowane w niebie).
By więcej zrozumieć na temat Czyśćca warto zapoznać się z tym, co mówią mistycy. Polecam w tym temacie zwłaszcza wypowiedzi Austriaczki Marii Simmy i Polskiej mistyczki Fulli Horak…
Jak możemy pomóc duszom w czyśćcu?
Na pierwszym miejscu trzeba postawić rzecz najskuteczniejszą, a jest nią ofiara mszy św., która jest zawsze odwołaniem się do najsilniejszego argumentu, a jest nim jest Ofiara na Krzyżu Bożego Syna. Każda msza św. jest uobecnieniem tej ofiary i na tę modlitwę mówiąc krótko Pan Bóg nie może nie zareagować. To jest najwyższa cena, jaką zapłacono za zbawienie każdego z nas! Zamawiając więc msze za naszych zmarłych bardzo im pomagamy do zbawienia
Jest jednak jeden haczyk, o którym mówią dusze z czyśćca: Otóż, tak, jak ktoś cenił mszę św. za swojego ziemskiego życia, tak będzie cenna dla niego po śmierci. Widzimy więc i na tym przykładzie, że Pan Bóg jakby wszystko związał w naszej wolnej woli. Z jaką więc wiarą i miłością uczestniczymy we mszy św., tak skuteczną będzie dla nas nie tylko w tym życiu, ale i po śmierci! A miarą tej miłości do Eucharystii, jako Najświętszej Ofiary, jest nasza Komunia św., do której przecież możemy przystępować darmo i zawsze! – pod jednym wszakże warunkiem: trzeba być w stanie łaski uświęcającej. A możemy ją zawsze odzyskać stosunkowo łatwo w sakramencie pokuty, przystępując do spowiedzi! Warto więc to sobie głęboko wziąć do serca.
Kolejna rzecz, niezwykle skuteczna dla dusz czyśćcowych: jałmużna. Ktoś może się zżymać, bo myśli sobie, że chodzi o pieniądze, ale jak się przekonamy, nie tylko.
Bardzo wielu ludzi odchodzi z tego świata nie regulując swoich spraw z innymi. Pozostają nierozstrzygnięte sprawy materialne. Ich skutkiem są kłótnie o spadki, o majątki. Pozostają nie oddane długi. Nie zadośćuczynione kradzieże. Nie zwrócone rzeczy. Grzechy w tej materii najtrudniej nam wybaczyć, bo bardzo mocno potrafią poróżnić i skłócić ludzi, rodziny. Podobnie więc te grzechy bardzo trudno naprawić w rzeczywistości czyśćca. Każda więc jałmużna, dana na tę intencję, znacząco przybliża niebo tym, którzy w takiej sytuacji odeszli z tego świata. Także więc jałmużna składana przy okazji modlitwy wypominkowej – to najłatwiejsza jej forma – najłatwiej dać ofiarę pieniężną na modlitwę. Piotr Apostoł poucza nas: „jałmużna zakrywa wiele grzechów” (por. 1P 4,8).
Ale trzeba tutaj dopowiedzieć, że nie tylko o pieniądze się rozchodzi! Zarówno tak było w przeszłości, jak i obecnie, jałmużnę chrześcijańską należy rozumieć szerzej: jałmużną może być konkretny czyn miłosierdzia wobec bliźniego podjęty z miłości do Pana Boga. Św. Augustyn wręcz wylicza uczynki miłosierdzia wg katalogu, który mamy jasno wypisany na tablicach w naszym kościele. Najwyższą wartość przypisywano uczynkowi polegającemu na darowaniu wyrządzonej krzywdy.
Św. Cezary obowiązek udzielania jałmużny uznał nawet za warunek osiągnięcia życia wiecznego, wskazując chrześcijanom do wyboru trzy jej rodzaje: jałmużnę materialną – pieniężną, „jałmużnę serca” – czyli przebaczenie krzywd – oraz jałmużnę w formie modlitwy.
Jeszcze na koniec wspomnę o jednej formie pomocy duszom w czyśćcu: ofiarowanie odpustu, który można uzyskać w tych dniach. Odpust, to darowanie tej kary, która należy się nam w czyśćcu ze sprawiedliwości Bożej za nieodpokutowane grzechy. Warunki uzyskania odpustu powinniśmy znać: Za każdym, możliwym do uzyskania odpustem, jest, aby być w stanie łaski uświęcającej, a ponadto: jest obowiązek odmówienia modlitw: “Ojcze Nasz”, “Zdrowaś Mario”, “Wierzę w Boga Ojca” i dowolną modlitwę w intencjach Ojca św. Trzeba też wzbudzić w sobie szczery i mocny akt wyrzeczenia się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, nawet lekkiego. Dodatkowo może być do spełnienia jakieś dzieło, np.: nawiedzenie cmentarza, nawiedzenie kościoła, odmówienie części różańca przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, odprawienie Drogi Krzyżowej w Piątek czy inne. Możliwości jest naprawdę bardzo wiele. Jeśli doskonale spełnimy te warunki, możemy uzyskać odpust zupełny, to znaczy uzyskać darowanie wszystkich należnych nam kar – co w przypadku ofiarowania za duszę w czyśćcu uwalnia ją ze wszystkich kar i dusza idzie do nieba. Jeśli zaś niedoskonale spełnilibyśmy, choćby jeden z tych warunków, uzyskamy odpust cząstkowy, czyli jakaś część należnych kar zostaje nam darowana – ale i to również możemy ofiarować za dusze w czyśćcu bardzo im pomagając. Jest jeszcze wiele innych mniejszych środków pomocy duszom w czyśćcu, ale by je poznać, jest za mało czasu, a warto sięgnąć to tego, co dusze nam podpowiadają w tym względzie u wspomnianych mistyczek…
Kończąc. Uświadomienie sobie tych podstawowych spraw, związanych ze zbawieniem naszych drogich zmarłych, pomaga również nam, aby nie bagatelizować sobie niezwykle ważnej troski o własne zbawienie. By nie daj Boże nie lekceważyć tych środków uświęcenia własnego, które są nam dane w Kościele, a które Pan Jezus po wielokroć złożył w kapłańskie ręce. Ilekroć bowiem z taką troską myślimy o bliskich nam zmarłych i podejmujemy dzieło osobistego nawrócenia, tym skuteczniej możemy im pomóc, i tylekroć również sami przybliżamy się do Boga, umniejszamy sobie czyśćca i bardzo konkretnie sięgamy po to, co jest dla nas uświęcające. Znajdźmy czas, żeby pogłębić swoją wiedzę i świadomość religijną w tym względzie. Sięgnijmy zwłaszcza do dobrych i potwierdzonych autorytetem Kościoła lektur w tym temacie. A zawsze, w razie wątpliwości, śmiało i odważnie pytajmy o te sprawy kapłanów.

0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.