Każdy człowiek jest spragniony cudu; każdy człowiek chciałby być świadkiem cudu. Wielu ludzi w poszukiwaniu cudownych miejsc, albo ludzi uważanych za cudotwórców przemierza niekiedy setki kilometrów, aby tylko doświadczyć cudu.

Byli święci, którzy szczególnie przyciągali do siebie ludzi, np. św. O. Pio – chyba najbardziej niesamowita postać wśród świętych ściągał do siebie tysiące ciekawskich – często nawet takich, którzy z wiarą i z Bogiem byli już dawno na bakier…

Cuda jak magnes przyciągają rzesze wiernych…. Ludzie pragną cudów… czasem warto podjąć trud pielgrzymki, aby doświadczyć tej szczególnej Boskiej interwencji, przybliżyć się…

Tymczasem każdy człowiek może doświadczyć największego cudu – bez konieczności podejmowania długiej i męczącej podróży, bez konieczności stania w długich kolejkach czy też przepychania się w wielotysięcznym tłumie, bez konieczności zdobywania specjalnych biletów czy kart wstępu. Największy trud, na jaki musi się zdobyć, to trud wiary. Człowiek może doświadczyć cudu, któremu na imię Eucharystia. To największy cud świata – Bóg obecny w kruchych postaciach chleba i wina. W tych pokornych znakach – jak to określił w encyklice o Eucharystii Jan Paweł II – zawiera się największy skarb świata. Nie jest to łatwe, aby umieć to dostrzec. Nie ma tu reality show, które trzyma w napięciu. Iluż to ludzi patrząc na przebieg liturgii daje łatwo się zwieść i mówi: nic tu nadzwyczajnego nie ma! Znam to wszystko doskonale. Byłem już na Mszy wiele razy, nie ma tam nic fascynującego. Dla wielu Msza św. jest nużąca, wielu omija ją z daleka. Owszem, liturgia może budzić niekiedy pewne uczucia, ale nie wywoływanie wrażenia jest jej głównym celem. To nie jest spektakl do oglądania. To ofiara i uczta, w których trzeba umieć uczestniczyć. Nie wystarczy stać biernie. Trzeba zestroić swoje serce ze skromnością liturgicznych znaków. W świecie, gdzie media prześcigają się w mnożeniu wrażeń i emocji, nie jest to łatwe. Bóg nie jest reżyserem efektownego przedstawienia. On postępuje inaczej.

Autor „Naśladowania Chrystusa” pisze o Eucharystii takimi słowami: „Gdyby Najświętszy Sakrament sprawowano tylko w jednym miejscu i na całym świecie tylko jeden kapłan mógłby go konsekrować, z jakimże nabożeństwem garnęliby się ludzie do tego miejsca, by być świadkami tych wydarzeń”. (IV, I, 12-13)

Być może wielu nie korzysta z Eucharystii, oddala się od Niej, bo choć to największy cud, to jednocześnie jest to tajemnica. Tajemnica, wobec której rozum doświadcza ograniczeń. Ktoś ze świętych powiedział, że gdyby człowiek zrozumiał, jak wielka łaska spotyka go w każdej Mszy Świętej – to umarłby ze szczęścia. Ale nikt nie wymaga, byśmy Eucharystię zrozumieli do końca. Nasz rozum i tak nie ogarnie tej prawdy, bo i nie o to chodzi. Eucharystii nie tyle trzeba rozumieć, ile bardziej trzeba być blisko Niej. Ona wtedy przemienia serce.

W 2003 r., w czasie Pielgrzymki Sybiraków do Częstochowy pewien człowiek pochodzący z kresów wschodnich opowiadał o pewnym wydarzeniu z lat II wojny światowej. Kiedy stracił całą rodzinę wywiezioną na Sybir dostał się do niemieckiej niewoli i wysłany został na obozu pracy w Niemczech. Kiedyś razem z innymi więźniami był pędzony do pracy poprzez ulice małego miasteczka. Pod eskortą żołnierzy prowadzono 24- osobową kolumnę złożoną z samych Polaków. Niedaleko kościoła ujrzeli księdza z bursą, udającego się z Najświętszym Sakramentem do chorego. Niejako na komendę – jak zwierzał się ów więzień – upadliśmy na kolana. Rozległy się krzyki eskortujących żołnierzy. Posypały się uderzenia kolbami karabinów. A my nawet nie drgnęliśmy. Niemiecki ksiądz widząc to zatrzymał się i uczynił bursą nad tą kolumną Polaków znak krzyża, za co również sam oberwał uderzeniem kolbą karabinu… Wspominający więzień tak zapamiętał to wydarzenie, że kiedy w latach osiemdziesiątych otworzyły się granice wyrobił sobie paszport i jako emeryt wybrał się do Niemiec. Odszukał to miasteczko, ten pamiętny kościół; poszedł do kapłana, który obecnie tam “duszpasterzuje” i opowiedział mu wydarzenie sprzed półwiecza. Kapłan zaprosił go do środka i pokazał mu kronikę parafialną z fragmentem opisującym to wydarzenie – opis skreślony ręką swego poprzednika, owego bohaterskiego niemieckiego księdza… Opis nie tylko tamtego faktu, ale i komentarz: „nie może zginąć naród, który żywi taką cześć do Najświętszego Sakramentu!”.

Siostry i bracia! Nie może zginąć naród żywiący cześć do Najświętszego Sakramentu! Nie może zginąć człowiek, który kocha Eucharystię. Powiem i odwrotnie: człowiek, chrześcijanin, który lekceważy Najświętszy sakrament, nie będzie szczęśliwy. Lekceważenie Boga, znieważenie Go, kończy się zawsze bardzo źle dla człowieka. Bywa nie raz, że ktoś otrzyma łaskę powrotu do wiary, na klęczkach i z szczerą łzą w oku przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie…

Kochajmy więc Eucharystię, kochajmy Jezusa, który pozostał z nami w Najświętszym Sakramencie. Nie żałujmy naszych kolan, klękając przed Eucharystyczną Hostią, którą adorujemy czy mamy przyjąć w Komunii świętej. Nie raz, ze smutkiem patrzę na to, że ludzie podchodzą do komunii św., ale bez oznaki szacunku dla Bożego Ciała Jezusa Chrystusa, bez przyklęknięcia. Nie mówię o tych, którzy z racji choroby czy wieku, nie mogą przyklęknąć. Jakby podchodzili po cukierek czy czipsa… Jak to jest, z moim szacunkiem wobec obecnego w Eucharystii Jezusa Chrystusa? Zapytajmy się dziś?

Nie rezygnujmy tak łatwo z niedzielnej Mszy; starajmy się zawsze przyjmować Jezusa do naszego serca. Bo On chce być naszą mocą, naszą siłą. Jezus w pokornym znaku chleba i wina, przemienionych w Jego Ciało i Jego Krew wędruje razem z nami, jako nasza moc.

Dla wielu procesja Bożego Ciała to widowisko, folklor liturgiczny… (dla nie jednego są tym procesje w naszej parafii…)

Dziś dziękując za ten wielki dar Jego obecności – w procesji zapraszamy Go pomiędzy nasze domy, ale wiedzmy, że czynimy to zawsze kiedy przyjmujemy Go do naszych serc w Komunii św. ile razy powracamy do naszych domów z Eucharystycznym Jezusem w sercu, On błogosławi nam i wszystkim naszym bliskim, z którymi się spotykamy…

Panie, pragnienia ludzkich serc
Ty zaspokoisz sam:
Przyjdź, Chlebie Żywy, Zbawco nasz,
Pszeniczny Darze, przyjdź!

Jak pasterz woła owce swe
I znają Jego głos,
Tak wzywasz nas, rodzinę swą;
Za Tobą chcemy iść!

Z radością więc śpiewamy Ci
Ten dziękczynienia hymn.
Godnymi czynisz dzisiaj nas
Niebieski dzielić Chleb.

Ty, Panie, dajesz siebie nam,
By naszym życiem być.
Jak braciom służyć, naucz,
Jak miłością, prawdą żyć.

Amen.

0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *